Aktualności
Sama wysokość przelewu za czynsz od najemcy to zdecydowanie za mało, aby obiektywnie ocenić, czy nasze mieszkanie na wynajem rzeczywiście na siebie zarabia. Od comiesięcznych przychodów musimy bezwzględnie odjąć koszty utrzymania lokalu, fundusz remontowy, straty wynikające z pustostanów, ubezpieczenie, podatek dochodowy oraz - w przypadku zakupu na kredyt – koszty finansowania. Dopiero po matematycznym zderzeniu tych wszystkich elementów czarno na białym widać, ile naprawdę zostaje z naszej inwestycji.
Kiedy podejmujemy decyzję o wejściu w świat rynków finansowych, często od razu chcemy rzucać się na głęboką wodę. Szukamy "złotych strzałów", czytamy o skomplikowanych instrumentach, analizujemy wykresy i próbujemy przewidzieć przyszłość. Prawda jest jednak znacznie bardziej prozaiczna: inwestowanie zawsze warto zacząć od gruntownego uporządkowania naszych własnych, codziennych finansów i jasnego określenia celu. Dopiero znacznie później przychodzi moment na wybór konkretnego rachunku maklerskiego, ETF-u, obligacji czy pojedynczych akcji.
Kiedy zaczynamy naszą przygodę z giełdą, szybko dociera do nas, że wybór odpowiednich spółek to ciężka praca. Zamiast samodzielnie analizować i wybierać akcje kilkunastu czy kilkudziesięciu firm, możemy kupić jeden fundusz, który obejmuje cały rynek, wybrany kraj, koszyk obligacji albo złoto. Tym właśnie jest ETF – narzędziem, które pozwala nam kupić setki inwestycji za pomocą jednego kliknięcia.
Jedna, świetnie wytypowana spółka może wygenerować niesamowite wyniki. Wybrany, gorący rynek może przez kilka lat rosnąć znacznie szybciej od innych. Jeden tematyczny ETF może dawać stopę zwrotu, która bije na głowę szerokie indeksy. Problem zaczyna się jednak w momencie, gdy nasz cały majątek i finansowa przyszłość zależą wyłącznie od tego jednego, jedynego wyboru.
Logowanie do aplikacji maklerskiej i widok portfela, który jest 8% na plusie, to z pewnością świetna informacja i powód do satysfakcji. Niestety, w świecie finansów to jeszcze nie jest pełna odpowiedź na najważniejsze pytanie: ile faktycznie udało się zarobić?